Rejs
Na dziś zaplanowany był rejs statkiem. Na który oczywiście się wybieraliśmy. Stwierdziliśmy, ze wszystkiego trzeba spróbować. Magda z Radkiem zrezygnowali, bo Magda stwierdziła, że rewolucje żołądkowe to ona ma i bez rejsów statkami. Więc znów mieliśmy czas tylko dla siebie. Powiedzieli, żeby wziąć bluzy, bo może być chłodno. Więc grzecznie i posłusznie uzbroiłam siebie i swojego chłopa w bluzę. Zamknęłam się w łazience chyba na dobre pół godziny jak nie lepiej. Ale za to kiedy wyszłam, to nie było widać nawet śladu mojego cudnego spotkania z podłogą. Marcin powiedział, że podziwia za perfekcję. Po czym mnie po prostu przytulił. Zebraliśmy się i poszliśmy na zebranie przed hotelem. Spora grupka ludzi była tym rejsem zainteresowana. Także zapowiadało się dość ciekawie. Podstawili autobus i nas podwieźli do portu. Taki kawałek, to równie dobrze można było iść piechotą. I też nic by się nie stało. No ale skoro nas podwieźli, to nas podwieźli. Zaczynało się robić fajnie. Niby było sporo ludzi, ale jakoś nikt się nie przepychał ani nie krzyczał.