Najadłam się tymi lodami chyba bardziej niż jakąkolwiek kolacją. Były przepyszne, dlatego szkoda było mi je zostawiać. Chociaż jedzenie nadal przysparzało mi masy problemów. To jakiś koszmar po prostu był. Nie mogłam szerzej otworzyć buzi, nie mogłam się nawet porządnie śmiać. Wkurzało mnie to. Radek powiedział, że wystawi mi receptę na maść łagodzącą opuchliznę, to sobie ją wykupię jak będę w Polsce. Znów wróciliśmy chyba koło trzeciej do hotelu. Ale nie żałowałam tego. Zresztą, ja byłam wyspana.
Po tych tabletkach człowiek spał, jakby stracił przytomność. A jak człowiek się kiepsko czuje, o Matko. Rano, jak się obudziłam, to jakby mnie ktoś obuchem walnął. Niby wszystko słyszałam, wiedziałam ale jakoś tak, nie bardzo jakbym miała chęci się ruszać. Dobrze, że po rozmowie z Julą trochę mi przeszło i wróciłam do żywych. Po przyjściu do pokoju ja postanowiłam, że idę się wykąpać. A mój Marcin powiedział, że on ma dziś kąpanie się w nosie i idzie prosto do łóżka. Uśmiechnęłam się, na ile mi pozwoliła moja broda i poszłam do łazienki.
|