Kolacja
Wróciliśmy z rejsu chyba koło północy. Więc dziś już nie mieliśmy na nic siły. Kolację tylko jeszcze dostaliśmy, ponieważ wszystkim, którzy byli na rejsie przysługiwała późniejsza kolacja. A nie powiem, żeby mnie to nie ucieszyło. Nie powiem. Bo głodna byłam i to niesamowicie. Marcin zapytał mnie, dlaczego nic mu nie powiedziałam, że chcę jeść. A ja z wrażenia nad tym wszystkim, nawet nie czułam głodu. Dopiero teraz, kiedy przynieśli jedzonko poczułam, że mnie nieźle ssie w żołądku. Najadłam się tak, ze aż wstyd normalnie. Co najmniej jakbym z rok nie jadła. Ale wszystko było takie pyszne. I praktycznie same rzeczy, które lubiłam. Marcin patrzył na mnie i nie mógł się powstrzymać ze śmiechu. Kochanie, a jakby konia z kopytami dali, to też byś zjadła? Marcin był strasznie rozbawiony. Yhy, odpowiedziałam. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, ze woda wyciąga, Marcin postanowił się ze mnie ponabijać. Ha, ha , ha, Kochanie, ale Ci się humorek rzucił. No nie mogłam po prostu. Tak, na pewno woda ze mnie wyciągnęła.