Kiedy wzięłam prysznic i wróciłam do pokoju, to Marcin już smacznie sobie chrapał. A ja położyłam się do łóżka i myślałam, że oszaleję. Bo ja, kiedy widzę, że ktoś śpi, a ja trzy minuty nie mogę zasnąć to mnie od razu nerwy biorą. Tak oczywiście było i tym razem. Bo Marcin śpi, a ja leżę i patrzę się w sufit. Nawe nie miałam pomysłu o czym mogę myśleć tak bezczynnie leżąc. Odwróciłam się na bok, stwierdziłam, ze może tak szybciej zasnę. Yhy, tak, jasne, oczywiście. Nic z tego znaczy. Dobra, Weronika policz barany. Sama ze sobą zaczynałam rozmawiać.
Oj, nie dobrze, nie dobrze. Liczenie baranów też nie wyszło. Wyszłam sobie na balkon. Stwierdziłam, że niebawem powinien być wschód słońca, więc może warto byłoby sobie go obejrzeć. A jak mi się zachce spać, to po prostu pójdę się położyć. Wyszłam na balkon. Było cieplutko. Było pięknie. A ja miałam oczy jak dwie pięciozłotówki. Nadal nie chciało mi się spać. Zaczęło robić się jasno, więc wzięłam książkę i zaczęłam sobie czytać. Jeśli chodzi o czytanie, to miałam spore zaległości. Może chociaż troszkę sobie to nadrobię.
|